Życiowa pasja Macieja Maniewskiego   


Fryzjerstwo to jego prawdziwa, życiowa pasja. Jak sam mówi, jest typowym pracoholikiem, który swojej pracy oddaje się bez reszty. Prowadzi dwa salony, w których pracuje z grupą młodych, kreatywnych stylistów. Niedawno otworzył nowy – Maniewski Hair & Body, w ekskluzywnym Pasażu 13 w samym centrum Krakowa. To miejsce, o którym marzył od dawna – luksusowe, tajemnicze i awangardowe zarazem. Panuje tu wyjątkowy klimat, profesjonalne fryzjerstwo łączy się tu ze sztuką i modą. Stylista związany jest z marką Kemon, której jest instruktorem. Fryzjerów szkoli też we własnej akademii, gdzie tak jak w najlepszych światowych szkołach, największy nacisk kładzie na naukę klasycznych strzyżeń, które są doskonałym punktem wyjścia do wielu inspirujących stylizacji.

Maciej ManiewskiPamięta Pan ten moment, kiedy postanowił, że zajmie się właśnie fryzjerstwem? To była przemyślana decyzja, czy raczej przypadek?
Maciej Maniewski: Zacząłem interesować się fryzjerstwem dosyć wcześnie. Decyzję o wyborze tego zawodu podjąłem, mając 16 lat. Mimo iż byłem w tak młodym wieku, czułem, że to jest właśnie to, co chcę w życiu robić. Bardzo podobało mi się, że za pomocą fryzury mogę szybko zmienić wygląd danej osoby. Już wtedy, przeglądając kolorowe gazety i oglądając różne programy telewizyjne, zwracałem uwagę na ciekawe fryzury, odważne stylizacje. Zawsze fascynował mnie świat mody. Już na początku swojej drogi zawodowej wiedziałem, że poza pracą w salonie chcę być jak najbliżej wielkiego, artystycznego fryzjerstwa, które jest prawdziwą sztuką.

Jak wspomina Pan swoje początki w zawodzie? Kto był wtedy dla Pana wzorem, mistrzem?
M.M.: Miałem to szczęście, że zaczynałem uczyć się zawodu od doskonałych fryzjerów. Pochodzę z Lublina i właśnie tam, w salonie Państwa Łaniewskich, rozpoczynałem edukację. Styliści z tego salonu już wtedy uprawiali fryzjerstwo na naprawdę wysokim poziomie, szkolili się w Akademii Vidal Sassoon, pracowali przy Festiwalu fi lmowym w Cannes. Od nich mogłem uczyć się prawdziwego rzemiosła, które pozwala rozwijać się i z czasem robić ciekawe rzeczy. Dziś często zapomina się, jak ważne są solidne podstawy zawodu. Trzeba dobrze opanować właśnie rzemiosło, zaczynać od klasyki, aby w przyszłości tworzyć inspirujące stylizacje. I właśnie tego staram się nauczyć osoby kształcące się w mojej akademii.

Czy na początku Pana drogi zawodowej były jakieś momenty szczególnie trudne, chwile zawahania, co do słuszności wybranej drogi?
M.M.: Oczywiście, że tak. Na początku bardzo uciążliwa była dla mnie rozłąka z rodziną. Nauka zawodu też nie była łatwa. Szybko chciałem zająć się strzyżeniami, a musiałem ćwiczyć np. kręcenie wałeczków. To mnie bardzo irytowało, ale postanowiłem, że przetrwam wszystko i się nie poddam. Poza tym większość moich kolegów interesowała się typowo męskimi zawodami. A ja chciałem zajmować się włosami. To budziło uśmiech na twarzy moich rówieśników. Jednak czułem,
że to jest dla mnie i nie wyobrażałem sobie siebie w innym zawodzie.





Wspomniał Pan o własnej akademii. Poza tym prowadzi Pan także studio szkoleniowe marki Kemon. Na co kładzie Pan największy nacisk podczas szkoleń. Co oprócz wiedzy technicznej stara się Pan przekazywać fryzjerom?
M.M.: W Akademii Maniewski stawiamy na gruntowną naukę podstaw tego zawodu, chcemy doskonale przygotować fryzjerów pod względem strzyżeń. Tak jak w najlepszych światowych akademiach fryzjerskich, kładziemy duży nacisk na klasykę. Zależy nam na tym, aby nauczyć przede wszystkim dobrego klasycznego strzyżenia i odpowiedniej, dopasowanej do niego koloryzacji. To podstawa i baza, którą należy perfekcyjnie opanować. Zająłem się trenowaniem, otworzyłem własną akademię, bo widzę ogromną lukę w edukacji fryzjerskiej w Polsce. Jej poziom już jest lepszy niż jeszcze kilkanaście lat temu, ale ciągle jest jeszcze dużo do zrobienia. W mojej akademii stwarzamy możliwości edukacji różnym osobom. Ciekawe jest to, że teraz na naukę tego fachu decydują się ludzie, którzy mają już określony status zawodowy i do tej pory zajmowali się czymś zupełnie innym. Teraz chcą zrealizować swoje ukryte marzenia i zostać fryzjerem. Właśnie takich pasjonatów szkolimy i pokazujemy im fryzjerstwo na naprawdę wysokim poziomie.

Co Pana zdaniem decyduje o tym, że ktoś staje się dobrym stylistą? Czy wystarczy tylko talent, czy liczy się coś jeszcze?
M.M.: Moim zdaniem talent i zdolności manualne, plastyczne to podstawa do tego, aby stać się dobrym stylistą. Niezmiernie ważne jest też zdeterminowanie i chęć doskonalenia się. Jeżeli dana osoba ma szansę rozwijać swoje wrodzone umiejętności na przykład w akademii takiej jak nasza, gdzie stawiamy na warsztat i rzemiosło, to może zostać z czasem doskonałym fachowcem.

Niedawno otworzył Pan swój nowy salon w ekskluzywnym Pasażu 13 na krakowskim Rynku. Proszę o nim opowiedzieć.
M.M.: O stworzeniu takiego miejsca marzyłem od dawna. Kilkanaście lat temu pracowałem już w Krakowie, w salonie Małgorzaty Babicz. Bardzo miło wspominam ten okres. Potem wyjechałem z tego miasta, a sześć lat temu tu wróciłem. Otworzyłem swój salon w stylu industrialnym w dość nietypowym, ale bardzo ciekawym miejscu – w garażu. Salon świetnie się rozwija i zmierza w dobrym kierunku, dlatego mogłem sobie pozwolić na realizację kolejnego projektu – na salon Maniewski Hair & Body – w samym sercu Krakowa, w Pasażu 13. To niezwykłe, bardzo ekskluzywne miejsce. Swoje butiki mają tu znakomite marki. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomogli mi zrealizować to tak ważne dla mnie przedsięwzięcie. Jestem wdzięczny za wsparcie i zaangażowanie w ten projekt przede wszystkim panu Waldkowi Koteckiemu i marce Kemon. Mój nowy salon to połączenie fryzjerstwa z kosmetyką. Zależało mi na tym, aby klientki mogły zadbać u nas nie tylko o włosy, ale i o ciało. Na przykład podczas koloryzacji, która wymaga czasu, Pani może zrobić sobie make-up, manicure czy pedicure albo zagęścić i przedłużyć rzęsy nowoczesną metodą. Chcemy, aby w salonie dużo się działo, aby tętnił nie tylko wielkim fryzjerstwem, ale i sztuką oraz modą. Będziemy tu organizować tematyczne wieczory, eventy. Myślimy o pokazach mody połączonych np. z wernisażem sztuki. To będzie spełnienie moich marzeń.

Zamierza Pan otworzyć kolejny salon, tym razem w Warszawie.
M.M.: Zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli chcielibyśmy robić coś więcej, pracować z celebrytami, przy produkcjach programów, przy pokazach i sesjach dla magazynów, to musimy być obecni właśnie tu. Najważniejsze imprezy, gale czy pokazy odbywają się w stolicy. Nowy salon to jeszcze projekt, który wymaga realizacji. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i z czasem uda nam się zaistnieć w Warszawie.

Poza tym planuje Pan jakieś kolejne projekty, nowe wyzwania na najbliższe miesiące?
M.M.: Myślę o wydaniu albumu ze wszystkimi naszymi dotychczasowymi pracami. Chciałbym przygotować płyty, na których zarejestrowane będą kolekcje strzyżeń i koloryzacji krok po kroku. Mamy już gotową naszą najnowszą kolekcję „Past and future”, która zawiera zarówno proste, klasyczne, świetnie dopracowane strzyżenia, jak i cięcia bardziej awangardowe. Zależało nam, aby połączyć w tej propozycji elementy klasycznych strzyżeń z nowoczesnymi pomysłami na stylizację.
Jesteśmy dumni z tej kolekcji. W najdrobniejszym szczególe przemyślana była także sesja zdjęciowa. Nasze propozycje fotografowała Sylwia Gaczorek, która jest prawdziwą profesjonalistką. Właśnie planujemy premierę tej kolekcji. Będzie ona połączona z wystawą zdjęć właśnie Sylwii. Chcę też rozwijać, doskonalić projekty, które już funkcjonują. Jeżeli chodzi o moją akademię, to wprowadzamy właśnie w ofercie edukacyjnej seminaria jednodniowe. To propozycja dla osób, którym brakuje czasu na dłuższe szkolenia. W ciągu jednego dnia będziemy prezentować nasze pomysły, inspiracje i kolekcje. Natomiast osoby, które mają więcej czasu i mogą sobie pozwolić na to finansowo, będą mogły zostać na kolejne dni, aby wziąć udział w warsztatach i pracować z nami w salonie.

Co uważa Pan za swoje największe, jak do tej pory, osiągnięcie zawodowe? Z jakiego swojego dokonania jest Pan najbardziej dumny?
M.M.: Jestem dumny z tego, że jestem instruktorem marki Kemon. Dzięki temu mogę się szkolić i doskonalić zawodowo. Na przykład latem jedziemy całą grupą instruktorów do Londynu na kilkudniowe seminarium do Akademii Vidal Sassoon. Niezwykle ważna jest dla mnie możliwość współpracy tu z takimi osobami, jak np. Paweł Kamiński. Wspólnie się inspirujemy. Przygotowaliśmy razem wiele pokazów, dzięki temu doświadczeniu łatwiej jest mi teraz realizować własne
artystyczne pomysły. W moim zawodowym życiu mógłbym wskazać wiele takich momentów, z których mogę być dumny. Jednak nie zastanawiam się nad tym, nie rozpamiętuję tego, tylko skupiam się na kolejnych zaplanowanych celach.

Kiedy myśli Pan o swojej zawodowej przyszłości, co przychodzi Panu do głowy?
M.M.: Jestem bardzo zadowolony z tego, co już udało mi się osiągnąć. Jednocześnie czuję, że to, co najlepsze, jest jeszcze przede mną. Moim założeniem jest praca przy dużych produkcjach, pokazach, sesjach. Myślę, że takie możliwości otworzą się przede mną właśnie w Warszawie.

Czy znajduje Pan czas na zainteresowania pozazawodowe? Jak lubi Pan spędzać chwile wolne od fryzjerskich zajęć?
M.M.: Kocham swoją pracę i oddaję się jej bez reszty, dlatego wolnego czasu mam naprawdę niewiele. Kiedy znajduję już chwilę, zajmuję się sportem. Bardzo lubię spinning, jazdę na rowerze. Niestety nieczęsto mogę sobie pozwolić na takie przyjemności. Ostatnio byłem bardzo zaabsorbowany otwarciem nowego salonu. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, ile wysiłku i pracy wymaga zorganizowanie gali na otwarcie. Już po wszystkim udało mi się na parę dni pojechać do Zakopanego i spędzić trochę czasu aktywnie, na świeżym powietrzu.

Źródło: Hair Club

REKLAMA
Dopisz się do naszego newslettera