Wojtek Zieliński – rozmowa z dyrektorem artystycznym Artégo   

Prowadzi dwa salony, w których stawia na wysoką jakość usług. Jego sukcesem jest stałe grono współpracowników i zadowolonych klientów. Zaufały mu kobiety świata mediów, kultury i sztuki. Od lat zajmuje się szkoleniami, dba też o własny rozwój zawodowy. Właśnie został Dyrektorem artystycznym marki artégo.

Wojciech ZielińskiJak zaczęła się Pana fascynacja fryzjerstwem? Pamięta Pan moment, kiedy zdecydował o wyborze właśnie takiej drogi zawodowej?
Wojciech Zieliński: Pamiętam, że kończąc podstawówkę, zupełnie nie byłem przygotowany na wybór zawodu. Wtedy ważniejsze były dla mnie dziewczyny i imprezy (śmiech). A ponieważ połowa mojej rodziny to piekarze i cukiernicy, poszedłem do szkoły o tym profilu. Jednak szybko okazało się, że w ogóle nie jestem zainteresowany pieczeniem chleba, i po roku, z nieskrywaną radością, pożegnałem się ze szkołą. Nie bardzo wiedziałem, co mam dalej ze sobą zrobić… Wtedy pomyślałem o salonie fryzjerskim i o tym, że przechodząc obok takich miejsc, zawsze z ciekawością zerkam przez szybę, co dzieje się w środku. I tak trafiłem do najlepszego salonu w Warszawie.

No właśnie, fryzjerstwa uczył się Pan u mistrza Janusza Szymańskiego. Jak wspomina Pan swoje początki w zawodzie?
W.Z.: Wtedy zupełnie nie zdawałem sobie sprawy, do kogo trafiłem! Facet rozmawiał przez telefon po francusku, angielsku, niemiecku… Szok! Fryzury, które przygotowywał, były tak perfekcyjnie ostrzyżone, że same się układały. Do tego kobiety tak na niego patrzyły… Pomyślałem, że muszę być taki jak On! A tak zupełnie poważnie, to Janusz Szymański jest naprawdę wybitnym fryzjerem. Klasa i kunszt zawodowy na światowym poziomie. Jestem mu bardzo wdzięczny, że mogłem właśnie od niego uczyć się fryzjerstwa.

Co szczególnie ceni Pan w swojej pracy? Co sprawia, że fryzjerstwo jest Pana pasją?
W.Z.: Bardzo ważny jest dla mnie kontakt z drugim człowiekiem. Mój zawód umożliwia mi poznawanie wielu wspaniałych ludzi, od których ciągle dużo się uczę, i to nie tylko zawodowo. Poza tym codzienna praca z kobietami ukształtowała moją wyobraźnię, poczucie piękna i estetyki. Mam wrażenie, że dzięki temu potrafię inaczej niż inni faceci rozmawiać z kobietami i o kobietach. Dzięki temu świetnie się z nimi dogaduję i rozpoznaję ich potrzeby związane z wizerunkiem.

A co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?
W.Z.: Najtrudniejsze jest zerwanie z codziennymi przyzwyczajeniami. Kiedy pojawia się rutyna, trzeba uciekać z krzykiem… (śmiech). Wiem coś o tym, bo niestety kilka razy wpadałem w taki stan. Na szczęście potrafi łem się zmobilizować i pójść do przodu. Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że fryzjerstwo to odpowiedzialna i ciężka praca. Jeżeli nie angażujemy się w swoją pracę na sto procent, możemy klientowi wyrządzić krzywdę.

Fryzjerstwo to jedna z tych profesji, która wymaga ciągłego szkolenia, pogłębiania wiedzy. Gdzie najczęściej zdobywa Pan nowe umiejętności, informacje o nadchodzących trendach?
W.Z.: Od ponad 20 lat występuję na scenie i prowadzę szkolenia, mogłoby się więc wydawać, że jestem świetny, naprawdę dobry. Jednak jestem świadomy, że w tym zawodzie nie można wpaść w samouwielbienie – trzeba ciągle się rozwijać. Edukacja jest najważniejsza. Dzięki niej nasza praca staje się bardziej profesjonalna, zdobywamy informacje o nowych produktach i technikach pojawiających się ciągle na rynku. Dużo uczę się także podczas szkoleń, które sam prowadzę. Podpatruję fryzjerów i widzę, że każdy ma coś ciekawego w swojej technice pracy, co może również mnie wzbogacić zawodowo.

Jakie cechy i predyspozycje, Pana zdaniem, pozwalają stać się naprawdę dobrym stylistą i odnieść sukces w tym zawodzie?
W.Z.: Moim zdaniem najważniejszy jest talent. Na drugim miejscu jest dobry gust, poczucie piękna, estetyki, łatwość w nawiązywaniu kontaktów i co nie zawsze jest oczywiste – kultura osobista. Dopiero na samym końcu są… układy i znajomości (śmiech). Aby się o tym wszystkim przekonać, wystarczy na przykład na jakiejś imprezie targowej obejrzeć kilka pokazów i szkoleń. Niestety, gołym okiem widać, że połowa z występujących na scenie stylistów kompletnie się do tego nie nadaje. Brakuje im umiejętności, doświadczenia, a nawet dobrego zawodowego przygotowania, i właśnie tego, co najważniejsze – talentu.

Prowadzi Pan dwa salony fryzjerskie. Co odróżnia je od innych funkcjonujących na rynku? Co sprawia, że klienci wychodzą z nich zadowoleni i chętnie do nich wracają?
W.Z.: Salony są zupełnie różne od siebie. Jeden mieści się przy znanej i modnej warszawskiej ulicy, a drugi – w stylowej i małej galerii handlowej w Konstancinie pod Warszawą. To, co decyduje o sukcesie tych miejsc, to przede wszystkim ludzie, którzy tu pracują. Stabilny personel i dbanie o klienta to podstawa. W naszych salonach bazujemy na stałej klienteli, która jest z nami od wielu lat. Dbam o to, aby u nas nie było sztucznej, sztywnej atmosfery. Nasi klienci uwielbiają tzw. kontrolowany luz, który panuje w salonach.

Właśnie został Pan Dyrektorem artystycznym Artègo w Polsce. Co skłoniło Pana do nawiązania współpracy z tą włoską marką profesjonalnych kosmetyków fryzjerskich?
W.Z.: Powiedziałem sobie, że jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na współpracę z nową firmą, to będzie to marka wyrazista, energetyczna i naprawdę prężnie działająca. Może trudno w to uwierzyć, ale faktycznie na polskim rynku jest niewiele takich firm. Dlatego, gdy dostałem propozycję od Artègo, bez dłuższego zastanawiania się ją przyjąłem. Z przyjemnością będę wypełniał obowiązki Dyrektora artystycznego tej marki.

A jak produkty Artègo sprawdziły się w codziennej pracy w salonie?
W.Z.: Dla mnie bardzo ważne są dobre produkty do stylizacji, bez nich trudno jest uzyskać zamierzony efekt końcowy. Niezwykle istotne jest, aby były one plastyczne, bezpieczne dla włosów i świetnie, gdy mają miły zapach i ciekawe opakowanie. I takie właśnie są produkty Artègo. Idealnie sprawdziły się w moich salonach. Klientki też są zadowolone, bo włosy doskonale się dzięki nim układają.

Czy w ofercie produktowej lub filozofii i tej marki jest coś, co Pana zaskoczyło?
W.Z.: Podoba mi się, że marka Artègo jest bardzo otwarta na fryzjerów. Widać ją na wszystkich najważniejszych imprezach branżowych. Przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu obserwowałem Artègo i zauważyłem, że fryzjerzy bardzo lubią tę markę. Kiedy przechodzi się obok stoiska Artègo na targach, widać jakość i dbałość o szczegóły. Zawodowo jestem bardzo wymagający, dla mnie wszystko musi być na wysokim poziomie, bo tylko wtedy praca przynosi najlepsze efekty. Ze swojej strony będę dbał, aby ten wysoki poziom w Artègo podtrzymać, jeżeli chodzi np. o pokazy i szkolenia.

Co uważa Pan za swoje największe, jak do tej pory, osiągnięcie zawodowe? Z jakiego swojego dokonania jest Pan najbardziej dumny?
W.Z.: Jednym z moich największych osiągnięć zawodowych jest to, że od wielu lat pracuję w salonie z jedną ekipą. Jestem bardzo zżyty ze współpracownikami i szanuję ich umiejętności zawodowe. A sympatia i zaufanie w pracy są dla mnie kluczowe. Satysfakcjonujący jest również fakt, że pokazy czy szkolenia, które prowadzę w różnych miastach, są mile przyjmowane. To dla mnie niezwykle ważne i budujące, że to, co robię, spotyka się z aprobatą.

Czy zastanawiał się Pan kiedyś, co mógłby Pan robić, gdyby nie zajął się fryzjerstwem?
W.Z.: Co, jeśli nie fryzjerstwo? Nie wiem… chyba byłbym piekarzem… i cukiernikiem (śmiech).

Materiały: Fale Loki Koki

REKLAMA
Dopisz się do naszego newslettera