Jakub Ziemirski – rozmowa   

Człowiek wielu pasji – stylista fryzur, projektant, wizażysta, malarz i florysta. Ambasador marki Revlon Professional w Polsce, trzykrotny finalista konkursu Style Masters by Revlon Professional. W Krakowie prowadzi swoje Atelier oraz Akademię fryzjerską.

Jakub Ziemirski wywiadMimo że fryzjerstwem zajmuje się Pan zaledwie od kilku lat, osiągnął Pan naprawdę dużo – jest Pan rozpoznawalny i ceniony w branży. W czym tkwi tajemnica Pana sukcesu?

Jakub Ziemirski: Miło to słyszeć. Dziękuję. Ja osobiście nie traktuję swojej pracy w kategoriach sukcesu. Pracuję, bo lubię. Kocham ten zawód. Ale skoro już o to pytasz… nie wiem. Od osób, z którymi pracuję, słyszę, że jestem inny, a moja praca to czysta sztuka. Może to jest recepta? Robić coś innego, niepowtarzalnego, robić coś szczerze, nie działać zgodnie z trendami, ale wbrew nim? Nie wiem. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy odnoszę sukcesy. Wszystko, co robię, to czysta przyjemność. To wspaniałe mieć zawód, który daje Ci nieograniczone możliwości samorealizacji.

Pamięta Pan moment, kiedy postanowił, że zajmie się właśnie fryzjerstwem? To była przemyślana decyzja czy raczej przypadek?

J.Z.: Chyba raczej przypadek. Byłem już artystą plastykiem, wizażystą, florystą, projektantem ubioru. Nadal zresztą gdzieś pośrednio pracuję w tych dziedzinach. Fryzjerstwo pojawiło się jednak ot tak. I odkryłem, że daje mi ono takie same możliwości przekazu artystycznego jak każdy inny rodzaj sztuki. I tak już zostało. Fryzjerstwo pochłonęło mnie w całości.

Jak określiłby Pan swój styl pracy – to, co sprawia, że można odgadnąć, że dana fryzura wyszła właśnie spod Pana rąk?

J.Z.: Jeśli chodzi o moje kolekcje czy edytoriale w ogóle, to ponoć jest tak, że jak ktoś zobaczy odlotowe stylizacje, pokręcone fryzury, generalnie coś postrzelonego, to od razu jako autora typuje mnie. Tak tylko słyszałem. A co do pracy z Klientem, to wszystko jest wynikiem kompromisu. Są Klienci, z którymi można poeksperymentować, owszem. Jednak większość to grupa, która oczekuje praktyczności na głowie, a nie mody z największych światowych wybiegów. Klientki chcą się czuć po prostu dobrze w swojej fryzurze. Ja staram się spełniać ich oczekiwania. To jest dla mnie najważniejsze.

Pana wszechstronne wykształcenie artystyczne pomaga w codziennej pracy w salonie?

J.Z.: Oczywiście. Daje mi ono możliwość spoglądania na fryzjerstwo w wielu wymiarach. Dla mnie fryzjerstwo to nie tylko rzemiosło i technika. To sztuka, kreatywność, estetyka, forma, plastyka… można by tak wymieniać. Zawsze to powtarzam, że na co dzień w swojej pracy maluję, rzeźbię, tkam… a materiałem są włosy. Czyż to nie fantastyczne?

Aby tworzyć ciekawe, kreatywne rzeczy, potrzebne są nowe pomysły i inspiracje. Gdzie Pan ich szuka?

J.Z.: Wokół siebie. Wszystko może być przecież źródłem inspiracji. Dosłownie. Wszystko, co nas otacza. Ze mną jest tak, jak z każdym artystą – natchnienie i wena przychodzą nagle. Ich źródłem może być przypadkowo spotkana na ulicy kobieta, wystawa sklepowa, czyjś strój, ostatnio obejrzany film, koncert… mam tak dalej wymieniać? (śmiech). Zawsze powtarzam: nie trzeba być kreatywnym, aby być kreatywnym.

Uczestniczył Pan w niejednym konkursie fryzjerskim, i to z sukcesami. Lubi Pan rywalizację czy może inne aspekty związane z udziałem w konkursach są dla Pana cenne?

J.Z.: Ja i rywalizacja? (śmiech)… raczej nie. Wyścig szczurów to nie dla mnie. Zresztą, startowałem ponownie w tych samych konkursach, w których nie zdobywałem wcześniej żadnej nagrody. Konkursy nie są dla mnie celem, są środkiem. Sposobem na rozwój, testem umiejętności, sprawdzianem pokazującym, w którym miejscu rozwoju jestem. Nawet jeśli nie wygrywam, zawsze uczę się czegoś nowego, zdobywam nowe inspiracje i co najważniejsze – poznaję wspaniałych ludzi. Podam może prosty przykład: trzy razy z rzędu byłem krajowym finalistą konkursu Style Masters by Revlon Professional i trzy razy z rzędu dostałem się do ścisłej, finałowej siódemki. Tylko raz zdobyłem miejsce na podium. Ale moim zdaniem wygrałem za każdym razem. Z samym sobą. Za każdym razem bowiem pokonałem swoją kreatywność, tworząc nowe stylizacje, niepowtarzalne, inspirowane czymś innym, wyjątkowe. Dla mnie. Byłem z siebie zadowolony, a to dla mnie jak zdobycie pierwszego miejsca.

Ostatnio został Pan zaproszony do współtworzenia światowej kolekcji fryzjerskiej marki Revlon Professional. To ogromne wyróżnienie. Proszę powiedzieć, jakie nowe doświadczenia wyniósł Pan z tego projektu?

J.Z.: To fakt. Jest to dla mnie nie lada wyróżnienie i zaszczyt. Pracuję z najlepszymi. Odbywam tournée z kolekcją po całej Europie. Byłem już na Cyprze i w Mediolanie. Była też premiera w Warszawie. Przede mną Rumunia, a potem Paryż. Z każdego z pokazów wynoszę nowe doświadczenia, a pracując z najlepszymi stylistami z poszczególnych krajów, uczę się czegoś nowego, podpatruję innych, obserwuję ich pracę. Praca przy przygotowywaniu kolekcji uświadomiła mi też jedno: że nigdy nie jest się najlepszym i nigdy nie będzie. Dążenie do doskonałości nie ma sensu. Ciągła praca nad sobą i doskonalenie samego siebie – to jest cel. Zaproszenie do udziału w kolekcji było nagrodą. Udział w kolekcji – jednym z najważniejszych etapów w mojej pracy.

Proszę opowiedzieć o swoim Atelier. Czym to miejsce różni się od innych salonów fryzjerskich?

J.Z.: Ostatnio jedna z Klientek powiedziała, że „wchodząc do salonu Jakuba, czuje się, jakby wchodziła do jego głowy”. Coś w tym jest. Salon powstał całkowicie na podstawie mojego projektu, wszystko, co tu się znajduje, zrodziło się w mojej głowie. Chciałem stworzyć miejsce inne niż wszystkie. I chyba mi się udało. Z zewnątrz nie wygląda to jak salon fryzjerski. I o to mi chodziło. Również wnętrze jest tak zaplanowane. Moje Klientki mówią, że jest „oszczędnie i surowo, a zarazem ciepło i przytulnie”. Taki był cel. Super, że udało się to osiągnąć. Dodam tylko, że w moim rozumieniu nie jest to salon fryzjerski, to atelier. Tu pracuje się kreatywnie, przekracza schematy. Dziwne, ale Klienci też to czują.

Od niedawna działa też Pana Akademia. Na co mogą liczyć fryzjerzy, którzy postanowią pod Pana okiem doskonalić się zawodowo?

J.Z.: Powinni się nastawić na ciężką pracę. Maksimum praktyki, minimum teorii – tym kieruję się, prowadząc szkolenia. No i przede wszystkim kreatywność. Wizją działania mojej Akademii są słowa A. Einsteina: „Wyobraźnia bez wiedzy pozwala stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe”. Nie chcę, by uczestnicy moich szkoleń wracali do swoich miejsc pracy i automatycznie odtwarzali na klientach to, czego się nauczyli. Chcę, by wiedza, jaką zdobyli podczas szkoleń, była dla nich impulsem do kreatywnego myślenia. Technika plus kreatywność – tego uczymy w Akademii.

Z których swoich dotychczasowych zawodowych dokonań jest Pan szczególnie dumny?

J.Z.: Ze wszystkich. Tak myślę. Jednak za najważniejsze wydarzenia w moim życiu zawodowym, jak do tej pory, uważam udział w konkursie Style Masters i pracę przy kolekcji „Yes, I do” Revlon Professional. Te wydarzenia dodały mi jeszcze więcej energii do pracy i zainspirowały do dalszego tworzenia.

Jakie są Pana plany i marzenia zawodowe?

J.Z.: Na pewno rozwój Akademii. Chciałbym, aby stała się ona centrum kreatywności fryzjerskiej. Jeśli zaś chodzi o inne plany zawodowe? Przede mną pokaz-premiera kolekcji „Intense”, która jest pierwszą kolekcją firmowaną przez moją Akademię. Potem, we wrześniu, kolejny pokaz. Podczas targów Hair Forum zaprezentujemy drugą kolekcję. W międzyczasie zamierzam wziąć udział w międzynarodowym konkursie. Ale to na razie tajemnica. Jak widać, przede mną intensywny rok.

Czy fryzjerstwo pochłania Pana teraz bez reszty, czy jednak znajduje Pan czas na swoje inne pasje, jak chociażby projektowanie czy malowanie?

J.Z.: Malowanie na razie odstawiłem na bok. Ale to chwilowe. Projektowanie zamieniło się trochę w stylizację, choć zdarza mi się wykonać samemu stroje modelek do sesji zdjęciowej, nawet często. Ale nie mówimy tu raczej o projektowaniu. Zresztą, dziś wszyscy projektują. Takie mam wrażenie. Od pewnego czasu znalazłem inne hobby, któremu oddaję się w wolnych chwilach – to aranżacja wnętrz. Mam już za sobą projekty swoich dwóch salonów fryzjerskich, projekt salonu optycznego OKO Design w Krakowie, a teraz pracuję nad kolejnym wnętrzem. Już wkrótce będzie można zobaczyć efekty.

Fale Loki Koki

REKLAMA
Dopisz się do naszego newslettera